Amy drżała pod nim, odsuwała się i
przysuwała, podnosiła i opuszczała ręce, jakby straciła panowanie nad swoim
ciałem. Na początku oddała pocałunek, później zacisnęła usta i znów próbowała
zwiększyć między nimi odległość. Tom, czując lekki zawód całym tym
doświadczeniem, odsunął się. Oblizał wargi, patrząc na nią chłodno.
– Nie oczekiwałem od ciebie takiego
niezdecydowania – powiedział wyraźnie, chociaż wciąż dzieliła ich niekomfortowa
odległość. – Widocznie jeszcze nie jesteś na tym etapie.
– Nie chodzi o to, że nie jestem –
powiedziała, pełna sprzecznych sygnałów. Patrzyła z obrzydzeniem w jego oczy,
ale jej wzrok co chwila uciekał w stronę ust. – M-masz nade mną władzę jedną
czwartą twojej duszy, ja mam całą, żeby się bronić. Nie uda ci się tego
pokonać. Nie zmienisz mnie w swoją marionetkę.
Tom uśmiechnął się płytko, wciąż nie
zwiększając dystansu między nimi.
– To urocze, że tak myślisz, Amy –
wyszeptał w końcu. – Ale, przykro mi to mówić, twoja teoria jest błędna.
Widzisz, na samym początku, gdybym już wtedy był świadomy tego, że jesteś moim
horcruksem, rzeczywiście pomyślałbym o tym, iż w jakiś sposób możesz opierać
się mojemu wpływowi. Myślałem, że jesteś czystej krwi, doskonale radziłaś sobie
na zaklęciach, uważałem cię za kogoś godnego uwagi. Ale teraz… teraz siedzisz w dormitorium Ślizgonów,
z zapasem eliksiru wielosokowego w skrzyni, gotowa zamknąć wraz ze mną szlamy w
Azkabanie, uprzednio przyczyniając się do zamordowania ich rodzin. Popraw mnie,
jeśli coś źle wydedukowałem.
– Chcę cię zabić Tom – wyszeptała,
jej oczy lśniły od łez, zagryzła dolną wargę, żeby powstrzymać ją od drżenia.
– To zabawne. – Uśmiechnął się. – Ja
ciebie też. Ale oboje nie możemy tego zrobić. Ty nie jesteś w stanie, a ja nie
zamierzam unicestwiać kawałka mojej duszy, skoro mogę go kontrolować. Zamiast
próbować ukradkiem poderżnąć mi gardło – zaczął, przybliżając się znowu, oczy
utkwione w jej – powinnaś ułatwić sobie trochę życie i poddać się.
Amy przez chwilę błądziła wzrokiem
po jego twarzy. Gdy Tom
przysunął się jeszcze bliżej, wstała gwałtownie i podeszła do niewielkiego okna, przez które sączyło się zimne światło.
– To twój wybór – powiedział po
chwili, przyglądając się jej. – A raczej twój do pewnego momentu.
W ciszy, która zapanowała po jego
słowach słychać było jedynie ciężki oddech Amy. Do czasu, gdy nie przerwał jej
jakiś szelest, a następnie głośny huk. Emilia Green zsunęła się z Alberta i jej
ciało uderzyło głucho o podłogę. Benson odwróciła się gwałtownie, natychmiast
pragnąc podbiec do dziewczyny i pomóc jej się podnieść, ale coś w jej głowie
nakazało jej stać w miejscu, nawet nie drgnąć, poczekać aż rozwinie się ta
sytuacja. Obserwowała spokojnie grymas bólu na twarzy Emilii, widziała jak
gwałtownie bierze oddech, podnosząc się do pozycji siedzącej. Jej czarne włosy
wciąż po części zakrywały bladą twarz, oczy błyszczały z przerażenia, oddychała
szybko, miała popękane usta, tak blade, że prawie zlewały się z kolorem skóry.
Roztrzęsiona, rozejrzała się po
pokoju, zatrzymując wzrok na Tomie.
– W samą porę Emilio, zaczynałem się
niecierpliwić. – Ton Riddle’a był uprzejmy, ale zdystansowany. Brzmiał, jakby mówił do małpy,
którą chce nauczyć czytać. A jednocześnie to w jego postawie coś krzyczało o
dzikości i nieludzkim zachowaniu.
Może fakt, że stał w kącie pokoju, a cień w
połowie zalewał jego twarz i sylwetkę, sprawił, że Amy zaschło w gardle. Może
to po prostu z jego głosu, wzroku i gestów wylewało się czyste szaleństwo.
– Tom, co… co a tu robię. Ja…
– Och, chciałbym ci wszystko
wytłumaczyć, ale naprawdę nie mam na to czasu. – Imperio.
Zaklęcie wyglądało, jakby smuga powietrza
uderzyła prosto w głowę zdezorientowanej Green. Jej oczy zaszły mleczną mgłą,
głowa zachybotała się kilka razy, próbując na nowo odszukać oparcia na szyi. Po
kręgosłupie Amy przebiegł przyjemny dreszcz, mimowolnie zbliżyła się o krok,
żeby lepiej widzieć. Nie zdążyła zastanowić się nad tym, co robiła, gdy na
łóżku poruszył się Albert, wydając gardłowy jęk. Nie otworzył jeszcze oczu, na
razie tylko poruszał się niespokojnie. Benson patrzyła na niego dziko,
oddychając ciężko. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że wyjęła z kieszeni
różdżkę, dopóki nie znalazła się na klęczkach, przyciskając jej koniec do słabo
pulsującej skroni Alberta. Gdyby tylko chciała, potrafiłaby kontrolować jego
umysł. Zawsze była znakomita z zaklęć, poznała teorię czarnej magii,
zagłębiając się w umysł Toma, widziała dziesiątki razy, jak rzucał zaklęcia
niewybaczalne. Chociaż nigdy nie robił tego w jej obecności komuś innemu. Podniecenie
w jej ciele walczyło ze współczuciem, ze wszystkimi pozytywnymi emocjami, która
tak usilnie próbowała w sobie zatrzymać.
– Nie krępuj się, moja droga –
powiedział Tom cicho. Amy nie była pewna, który Tom to powiedział. Ten w jej
ciele, czy ten stojący kilka metrów dalej. Coraz trudniej było ich rozdzielać.
Podniosła wzrok, by napotkać zadowolone spojrzenie Riddle’a i wstrzymała
oddech. Tak właśnie wyglądała przyszłość. Jej przyszłość miała wysokie kości
policzkowe, zimne, brązowe oczy, była blada i nienawistna. Ona i Tom, panujący
nad każdym drobnym elementem jej życia.
To wcale nie wydawało się takie złe.
Wcale nie było takie złe.
Było nowe i podniecające.
Wraz z tą myślą, przeszył ją dziwny
prąd.
– Imperio.
Dopiero w nocy, gdy Tom upewnił się, że
nikogo nie było już w pokoju wspólnym, zmusili mugolaków do czegoś więcej niż
bezczynne siedzenie na łóżkach. Przy pomocy zaklęcia kameleona przeszli na
czwarte piętro i zatrzymali się przed lustrem. Amy mijała je setki razy w
drodze do biblioteki i nigdy nie odczuwała specjalnej potrzeby, żeby się przy
nim zatrzymywać. Skupiła się trochę bardziej na tym, co czuje i myśli Tom. Za
lustrem ukryty był korytarz, prowadzący do Hogsmeade. Benson pierwszy raz
widziała przestrzeń tak gęsto wypełnioną pajęczynami. Gdy Emila weszła w jedną
z nich, tłusty pająk uczepił się jej włosów, szybko przebiegł po twarzy,
zsuwając się na szyję i zniknął z pola widzenia, chowając się pod kołnierzyk
jej koszuli. Green nawet nie drgnęła.
Emilia i Albert wypili swoje porcje
eliksiru, prawie natychmiast osuwając się na ziemię. Tom przesunął ich trochę
na bok, strzepnął pająka ze swojego swetra i zerknął na Amy, która stała bardzo
blisko ściany bez ruchu, czysta i bez żadnego pasożyta na jej ciele. Tom
zmarszczył brwi, sam zabijając pająka, który właśnie wspinał mu się po szyi.
– Lumos Maxima – mruknął, żeby mieć lepszą widoczność na całe to
zjawisko. Pajęczyny oplatające ścianę za Amy były puste z kolei po drugiej stronie korytarza
tłoczyły się pająki. – Ciekawe.
Benson nie wydawała się zdziwiona
całym tym zjawiskiem. Ze spokojem obserwowała postępowanie Toma i w końcu
westchnęła.
– Zawsze tak jest w Hogwarcie. Nigdy
nie udało mi się chociażby dotknąć pająka, wszystkie przede mną uciekają.
Riddle, który myślał, że trzymał Amy
zamkniętą w jego dłoniach, nagle poczuł, że znowu zaczyna mu się wyślizgiwać.
Nie lubił nie wiedzieć. Jednak Benson również zdawała się zagubiona w swoich
umiejętnościach.
– Masz jakieś przypuszczenia? –
zapytał cierpliwie, obracając różdżkę w dłoniach.
– Nie – odpowiedziała od razu.
Tom nie sądził, żeby była jeszcze w
stanie kłamać mu prosto w oczy.
– Dobrze – powiedział po chwili. – Silenco – skierował zaklęcie na tył
lustra. – Muszę się tego pozbyć, żeby nie złożyły jaj w naszych drogich
szlamach – oznajmił, gdy zobaczył, że Amy marszczy brwi. – Poza tym – odwrócił
się, strzepując kolejnego pająka z nogawki swoich spodni – nigdy nie lubiłem
pająków.
Zakręcił różdżką w palcach jeszcze
raz, zanim zacisnął dłoń na nasadzie i przeciął powietrze płomieniami. Amy
nigdy nie myślała o szatańskiej pożodze, jako o metodzie zabicia całej kolonii
owadów, aczkolwiek okazała się bardzo skuteczna.
Tom obudził się i pierwsze, co
ujrzał to Amy. Siedziała u podnóża jego łóżka na skrzyni, obserwując go. W
rękach trzymała małe pudełeczko i obracała nim niepewnie w palcach.
– Czekasz na coś? – zapytał Riddle
chłodno, powoli podnosząc się do pozycji siedzącej i odgarniając loki, które
nachodziły mu na oczy. Wiedział już, że może spać przy Benson bez obawy o swoje
życie, jednak czasami jeszcze zastanawiał się czy aby na pewno, czy dziewczyna
nie udawała, a tak naprawdę w jej małej głowie układał się plan, jak by się go
pozbyć. Zwłaszcza w sytuacjach takich jak te, gdy budził się, by ujrzeć ją o
kilka metrów za blisko. Pierwszej nocy obudził się, bo miał wrażenie, że czuje
na sobie czyjś oddech. Chwycił za różdżkę, jeszcze zanim otworzył oczy.
Zaklęciem oświetlił bladą twarz Amy, znajdującą się zaledwie kilka centymetrów
od jego. Jej oczy były wielkie, oddech ciężki, jakby właśnie przebiegła kilka
kilometrów. W dłoni trzymała różdżkę, nie była ona jednak nigdzie skierowana,
po prostu kurczowo zacisnęła na niej palce, aż jej knykcie zrobiły się białe.
Taka sytuacja zdarzyła się jeszcze
dwa razy. Tom odgadł, że w nocy wracają jej wspomnienia z jaskini i widocznie
powstrzymywała się, żeby chociażby nie dźgnąć go różdżką prosto w serce. Sen
Riddle’a od tego czasu był płytki, zaledwie mamrotanie Amy, gdy nawiedzały ją
kolejne koszmary, potrafiło go obudzić. Dopiero, gdy kolejne dwie noce Benson
spędziła w całości w swoim łóżku, Tom pozwolił sobie na trochę głębszy sen i
właśnie taki widok go przywitał następnego ranka.
– Czekałam aż się obudzisz – powiedziała
cicho, wciąż obracając pudełeczko w palcach.
Było szare i najwidoczniej obsypane
zielonym brokatem, ponieważ mieniło się, gdy padały na nie promienie słońca.
Nie uszło to uwadze Toma. Przysunął się trochę bardziej, spokojnie kładąc
dłonie na kocu, w jednej z nich ściskając różdżkę.
– Co to jest? – zapytał
podejrzliwie. Amy nie patrzyła mu w oczy, więc trudno było mu przeszukać jej
myśli, a przez to, że dopiero się obudził, nie potrafił nawet znaleźć więzi,
która została utworzona przez horcruks.
– Dzisiaj pierwszy dzień świąt –
odpowiedziała niepewnie. – Nie wiedziałam za bardzo, kiedy mogłabym ci to dać,
więc stwierdziłam, że ranek będzie najlepszą porą. Przynajmniej nie będę o tym
myśleć cały dzień, wtedy przecież mógłbyś mi wykraść myśli, a chciałam żeby to
była jakaś niespodzianka. Wiem, że mówiłam ci już o tym prezencie, ale…
Riddle nigdy nie lubił, gdy Benson
wpadała w słowotok, więc wziął pewnie prezent z jej dłoni i otworzył go.
Tom zmarszczył brwi, zamknął
pudełeczko i pochylił się, by otworzyć szufladę swojej szafki nocnej. Był
pusta, więc, jeszcze bardziej zdziwiony, wrócił do pozycji siedzącej i ponownie
otworzył pudełeczko, intensywniej przyglądając się zawartości.
– Dajesz mi moją odznakę prefekta naczelnego?
– C-co? Och, nie… – wyjąkała,
zrywając się na równe nogi i podchodząc szybko do chłopaka. Zerknęła na prezent
i odetchnęła z ulgą. – To znaczy, tak, ale nie do końca. Przerobiłam ją. Czar
jeszcze na ciebie działa, ponieważ jesteś ostatnią osobą ze Śmierciożerców, od
której nie wzięłam próbki DNA. Chwila… – Amy bez wahania wyrwała Tomowi włos z
jego nachodzącej na oczy grzywki, a on nawet nie zaprotestował, za bardzo
zaintrygowany całą sytuacją. Benson mruknęła coś cicho pod nosem, nakierowując
różdżkę na włos, a następnie na odznakę i uśmiechnęła się. Na metalowej blaszce
lśniła teraz srebrna czaszka, przez którą przepełzał wąż za każdym razem, gdy
ta uchylała żuchwę.
Riddle patrzył na odznakę przez
kolejne kilka sekund, po czym wreszcie spojrzał na Amy.
– Teraz twoi słudzy będą wiedzieli
jak się do ciebie zwracać. Jesteś ich przywódcą, powinni to odczuć. Osoby
niewtajemniczone zobaczą jedynie zwykłą odznakę prefekta, tak jak ty przed
chwilą.
Tom nie skomentował prezentu, jednak
przypiął odznakę do swojego swetra, gdy schodzili na śniadanie, co sprawiło, że
Benson przez resztę dnia była w nad wyraz dobrym humorze.
Przepraszam za tak długą nieobecność, naprawdę. Zaczęłam pisać rozdział i później wyskoczyła przeprowadzka i aklimatyzacja w nowym miejscu, nauczyciele nagle stwierdzili, że w sumie spoko, jeśli zrobią cztery testy tygodniowo i dochodzą do tego jeszcze zajęcia dodatkowe i nie miałam siły myśleć nad wszystkim. Zwłaszcza, że każdy rozdział to też jakiś reaserch, więc siadałam do pisania i przy pierwszym elemencie, o którym nie wiedziałam, już się poddawałam, bo nie chciało mi się szukać.
Jest też jeszcze kilka innych powodów będąc zupełnie szczerą. Ogólnie jeśli przeczytaliście opis tam po prawej, to powinniście wiedzieć jakie to powody. Jak znajduje coś, co mi się mega podoba to nie opuszczę tego przez jakiś czas i ciężko mi myśleć o czymkolwiek innym. Moja miłość do Glee, Broadwayu, STARKIDU i Darrena Crissa rozwinęła się mocno i wpadłam trochę w wir fangirlowania.
Teraz jednak powoli wracam, już nie mam takiej obsesji na punkcie wszystkiego, choć nadal to kocham mocno, ale HP wciąż jest w moim sercu i czuję go teraz mocniej.
Pozdrawiam Was wszystkich ciepło i do następnego rozdziału!
Ciesze się że wróciłaś:} przeczytałam wszystkie rozdziały w jeden dzień i jest to tak wspaniałe opowiadanie że nie mogłam się oderwać czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział
OdpowiedzUsuńCieszę się, ze Ci się tak spodobało ;)
UsuńDziękuję pięknie za komentarz!
Bardzo spodobał mi się twój blog sam temat bardzo ciekawy i oryginalny czekam na następne części
OdpowiedzUsuń<3
UsuńSwietny pomysl na opowiadanie :) biedna Amy, praktycznie zupelnie zostala hm.. zmalipulowana? Owladnieta? (Jest w ogole takie slowo? xD) przez Toma. Fabula opowiadania jest bardzo ciekawa i wciagajaca. Czekam na kolejne rozdzialy <3
OdpowiedzUsuńJestes wspaniala i blagam, napisz kolejne czesci😖😖
OdpowiedzUsuńJest zdecydowanie za ciemno, by czytać bez bólu oczu. Polecam rozjaśnić tekst, a będzie idealnie ;) Jeśli go rozjaśnisz - powiadom mnie a ja na pewno przeczytam ;)
OdpowiedzUsuńPrzyłączam się do prośby przedmówczyni. Jestem tu nowa i muszę jeszcze nadrobić kilka rozdziałów, a jest to dość trudne w takich ciemnościach :D Chociaż są bardzo klimatyczne ;)
OdpowiedzUsuńPiszesz świetnie. Masz doskonały język i dobrze się to czyta (pomijając to, że jest za ciemno). Oby tak dalej!
Przy okazji zapraszam na swojego bloga (niedawno został założony). W moim opowiadaniu Voldemort realizuje już swoje plany, ale nadal potrafi przybierać postać z nosem i włosami :D Zapraszam! http://na-przeciw-przeznaczenia.blogspot.com/
Wpadłam na blog z ciekawości. Meeega mi się podoba Twój pomysł, jest naprawdę bardzo oryginalny. Fajne jest to, że nie przesładzasz Riddle'a tak jak niektórzy w swoich opowieściach. Wiesz takie to... realistyczne ^^ Z niecierpliwością będę czekała na następny rozdział ^^
OdpowiedzUsuńŻyczę weny
Sonia
P. S. Jakbyś znalazła nieco czasu wpadnij do mnie na hpwgmnie.blogspot.com
Już druga w nocy, a ja przeczytałam właśnie wszystkie osiem rozdziałów.
OdpowiedzUsuńDawno już nie czytałam fanfiction o Tomie, a zwłaszcza tak dobrego fanfiction. Świetnie kreujesz postać głównego bohatera, naprawdę jestem pod dużym wrażeniem, bo Riddle to jedna z - moim zdaniem - cięższych postaci do poprowadzenia. Łatwo przesadzić, opisując szaleństwo i pragnienie władzy. U Ciebie wyszło idealnie. I fajnie, że nie próbujesz go zmieniać, wplątując w wątek miłosny. Podoba mi się też, że pamiętasz o jego "słabościach" - np. o tym, że mimo wszystko nie wszyscy pałają do Toma sympatią, chociażby np. Dumbledore. A skoro o wątku miłosnym mowa, to strasznie szkoda mi Amy. W jednym z rozdziałów opisujesz, jak Tom dosiada się do niej i daje jej do picia ciepłą kawę i odgarnia włosy z twarzy; ogólnie rzecz biorąc troszczy się o nią - oczywiście z własnych, egoistycznych pobudek. Tak sobie wtedy pomyślałam, że chyba jedynym wyjściem, aby ukarać Toma i jednocześnie uwolnić się od niego, byłoby po prostu samobójstwo.
Przy okazji chciałabym dodać, że bardzo podoba mi się Twój Slughorn - jest świetny, niesamowicie kanoniczny, jakby żywcem wyjęty z książki. Mam nadzieję, że jeszcze pojawi się w opowiadaniu.
Dołączam więc do grona wiernych czytelników i czekam na kolejny rozdział :)
Pozdrawiam!
PS: Świetny, klimatyczny szablon :)
HALO.
OdpowiedzUsuńJa przepraszam bardzo. Porwali Cię kosmici? JA TU UMIERAM Z TĘSKNOTY.
OdpowiedzUsuńKiedy będzie nowy rozdział?
OdpowiedzUsuńŚwietnie! Dodasz next?
OdpowiedzUsuńHej, niedawno znalazłam Twoje opowiadania i się w nim wręcz zakochałam. Jestem zawiedziona, że jest tylko osiem rozdziałów z czego ostatni został opublikowany w 2016 roku, a czytam to w 2018XDDD. Czy jest jakaś możliwość, że wrócisz do dalszego pisania tej wspaniałej opowieści?♥♥♥
OdpowiedzUsuńPrzynajmniej nie czekasz dwa lata z głupią nadzieją x.x
UsuńA jak zaspamię to tu wrócisz?
UsuńNo to zaczynam spam x.x
UsuńWitam ponownie ja, dalej spamimy?
UsuńNu, smuteq wielki ale nadzieję mam większą :<
UsuńNie martwcie się ja, jestem pewna, że niedługo tu wróci i dokończy swoje dzieło! :<
UsuńHejcia. To już czwarty rok bez chapu, chlip chlip.
UsuńZaczynamy piątą rocznicę :( Dlaczego dobre ff nie są dokańczane?!
UsuńNowy rok, stara nadzieja.
UsuńGdzież podziewa się autorka tego dzieła?
hejho, ja tam dalej wierzę, że wrócisz ~!
Usuńażeby tradycji stało się zadość :<
UsuńCześć! Przeczytane, podobało mi się :) Jak się okazało, że Amy jest horkruksem byłam bardzo zaskoczona. Szkoda, że przestałaś pisać ;(
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Czekam
OdpowiedzUsuń38 year-old Physical Therapy Assistant Leeland Terbeck, hailing from Bow Island enjoys watching movies like Not Another Happy Ending and Inline skating. Took a trip to Historic Area of Willemstad and drives a DeVille. specjalne informacji
OdpowiedzUsuń